Polecane Strony:

mzbkancelaria.pl - kancelaria prawna Poznań
rol-dan.pl - rolety zewnetrzne poznan
abmdrob.pl - skrzydło z kurczaka
ntadwokaci.pl - business Poland
vademecumtax.pl - rejestracja spółek
Zapraszamy.
A A A

PAMIĘTNIKI Z SYBIRU - cz. II

 

 


PAMIĘTNIKI Z SYBIRU

spisane przez

Wincentego Migurskiego.

 

 

— O niewyczerpana mądrości Boska! — myślałem nieraz — jak dobrze wszystko urządziłaś! Poddaniem piękności kobiet, sądowi serca mężczyzn, uwolniłaś ludzkość od najzgubniejszych skutków rywalizacji, inaczej, gdyby oczy sądziły, jeden drugiemu byłby na zawadzie, gdy tymczasem każdy z nas znalazłszy Swoją, rzadko jeden drugiego sympatja nawet pojmuje.
Do Paniowiec oprócz wiadomych już osób, przyjechała z Kamieńca Podolskiego młoda, zgrabna i ładna wdówka. Była ona w pokrewieństwie z Wiśniowskimi, i tu jakiś czas zamieszkała.
Przyznam się, że w innych razach pani Ludmilla byłaby bardzo niebezpieczną dla Albiny, ale teraz innem już okiem na nią patrzałem.
Letnią porą o trzeciej godzinie po południu, ja siedziałem na kanapie koło Albiny, trzymającej w ręku jakąś robótkę. Ludmilla pod otwartem oknem, wychodzącem na ogród, wyszywała w krosienkach, Antoni pisał coś w drugim pokoju.
Kasztanowaty z białą piersią wyżeł, skoczył na kanapę i usiadłszy na tylnich nogach frontem do pokoju pomiędzy mną i Albina, wyciągnął szyję, i swoją wysokością porównał się z nami.
— Czego ty nas wiecznie rozłączasz, Junkier? — zawołałem głaszcząc go po głowie, maszże to być przepowiednią?...
— A wiesz ty Wincenty, dla czego on się Junkier nazywa? — przerwał mi nie dając kończyć Antoni. — Nie wiem.
— Oto trzeba ci wiedzieć, że on jest z Moskwy i nie wierci dla czego chciało mu się zwiedzić Galicję. Ja właśnie byłem w ówczas nad granicą, kiedy on rzekę Zbrucz przebywał. Straż pograniczna słuchając ślepo rozkazu, nakazującego jej strzelać do uciekających, palić do niego zaczęła. On zaś nieustraszony i od padających kul nie uszkodzony, przepłynął na naszą stronę. Wziąłem go tedy do siebie, i za waleczność na junkra awansowałem.
Tylko co zakończył opowiadanie swoje Antoni, gdy drzwi się gwałtownie otworzyły i wpadając zadyszany gumienny zawołał:
— Panie, żołnierze idą!
Ja słysząc to, przeskoczyłem przez Ludmillę i wyleciałem do ogrodu przez okno. Albina upadła na podłogę, Antoni wyszedł na spotkanie gości, wdowa sierotę ratowała, a Junkier niemiłosiernie szczekać zaczął.
Niebawem weszli do tego samego pokoju, wraz z Antonim komisarz cyrkularny, baron T..... ze Złoczowa, oficer oddziału, i przeznaczony do pisania kancelista. Żołnierze otoczyli drzwi i okna, a część ich rozeszła się po ogrodzie.
Baron, potomek podupadły arystokratycznego niegdyś domu austrjackiego, miał sobie za ubliżenie jak się wyrażał, łazić po strychach, lochach, i prześladować niewinne ofiary, które mu nic złego nie zrobiły. Obejrzawszy więc dla formy pokoje, siadł na kanapie, a że lubił Mickiewicza, w oczekiwaniu przeto na kawę, słuchał wyjątków, które mu Antoni cytował:
Gdybym był Austryjakiem, Prusakiem, carskim urzędnikiem, i t. d.
Albina odzyskawszy przytomność, z rozpaczą i paczką bankocetli brodziła wraz z żołnierzami po ogrodzie, to jest po klombach, krzakach i alejach, ażeby jeźli mnie który z nich znajdzie, mogła wykupić.
Po dwugodzinnej wizycie pana barona, oddaliła się. ze wsi cała komisja. Tu dopiero po przekonaniu się, że ani jeden żołnierz nie zostać w ogrodzie, zaczęto mnie starannie poszukiwać. Rozbiegli się po ogrodzie Antoni, Albina, Ludmilla i domowi słudzy. Głośno mnie nawet wołali, lecz wszystko na próżno.
Już dwie godziny po oddaleniu komisarza upłynęło, a o mnie nie było najmniejszej wiadomości. Rozpaczająca Albina poszła na wieś, i po drodze, po której wojsko przechodziło rozpytywała każdego, czy nie widzieli prowadzonego lub wiezionego kogo obcego przez komisarza? Różni, różne dawali jej odpowiedzi. Jeden tylko wieśniak upewniał ją, że jakiś młody i smutny mężczyzna siedział na bryczce wraz z komisarzem i oficerem, ze spuszczoną na piersi głową.
Dla nieszczęśliwej Albiny wiadomość ta była więcej jak uderzenie piorunu. Bezprzytomna i prawie obłąkana biegnie do domu, i wpadając na podwórze, krzyczy na służącego:
— Konie, konie zaprzęgajcie!...
I rzuciwszy się do sypialnego pokoju, upadła na kolana przed wizerunkiem Matki Zbawiciela, i wśród największego łkania zawołała:
— Boga Rodzico! Matko najświętsza! Przez boleść Twojego serca nad Twym Synem ukrzyżowanym, zaklinam Cię, ocal nieszczęśliwego !...
Wtem lekkie poruszenie blejtramu, komin zasłaniającego, słyszeć się dało, i Albina obejrzawszy się... mnie przed sobą ujrzała.
— O wielki Boże! cóż to jest ? i co się ze mną dzieje! — zawołała rzucając mi się na szyję, i w uniesieniu radości po raz pierwszy mnie całując.
Ja dawno pragnąłem podobnego zdarzenia, ażebym za tyle dowodów okazywanego mi przywiązania, mógł ją do swego serca przycisnąć. Lecz postępowanie jej ze mną, pomimo przywiązania z którem się nie taiła, tak było od tego dalekie i poważne, że ja pomimo wrodzonej z drugiemi śmiałości, tyle ją kochałem, że taż sarna miłość zwykle, nieodstępna szacunkowi, ubliżyć mi jej nie dozwalala. W tej zaś chwili rozpłakałem się z radości, i równie jak ona mnie, tak ja jej rzuciwszy się na szyję i po raz pierwszy całując, przycisnąłem ją do piersi.
O Boska i niewinna miłości! o najsłodszy pierwszy pocałunku ! kto ciebie nie doświadczał ? i kto ciebie nie pamięta! Uczucia nasze zlały się w jedno, i my bujając w krainie przyszłego szczęścia, doświadczyliśmy tych błogich chwil, jakie się tylko błogosławionym duszom należę. Lecz nie przeszło i pół minuty, spostrzegłszy się Albina, odsunęła mnie lekko od siebie, i przybrawszy zwykłą poważną postać, zimno mnie zapytała:
— Jakimże cudem znalazłeś się pan w tem miejscu?...
— Rzecz bardzo naturalna — odpowiedziałem — wyskoczywszy z okna, zobaczyłem w furtkę już wchodzących żołnierzy. Z obawy aby mnie nie zobaczyli, nie mogłem w żadną inną udać się drogę, tylko w otwarte okno tego pokoju. Tu w kominie zakrytym blejtramem, stałem kilka godzin. Cichość zaś panującą nie wiedziałem jak sobie tłómaczyć. Nikt tutaj nie przychodził, i ja nie wiedząc czy komisja wyjechała, bałem się ztąd wychodzić. Aż oto modły pani do łez mnie samego pobudziły i wywołały z ukrycia. Miejsce to nie było wprawdzie z najbezpieczniejszych, dzięki jednak niech będą Opatrzności, która mi tę myśl podała, inaczej w ogrodzie mógłbym być schwytany.
Widziany i opisany Albinie przez wieśniaka na bryczce smutny mężczyzna, był protokolista, którego wprzód, gdy jechali do dworu, chłopek nie

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 21 Następna »